-Melody?- usłyszałam za plecami. Odwróciłam się i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam swojego przyjaciela z dzieciństwa, Shawn'a. Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia, na moje usta wpłynął szeroki uśmiech. Drinki wypadły mi z rąk, a ja rzuciłam się chlopakowi na szyję. Nie spodziewał się tego, dlatego zachwiał sie lekko, lecz po chwili odzyskał równowagę i chwycił moje drobne ciało w swoje objęcia, po czym poderwał z ziemi. Pisnęłam lekko zaskoczona, co spotkało się z jego śmiechem.
-Shawny! Wróciłeś! I, cholera, jesteś seksowny! z-lustrowałam go wzrokiem.
-Przestań, chcesz żebym wpadł w samozachwyt? A ty, swoją drogą nic się nie zmieniłaś. Dalej mała, chude i brzyyydka. -drażnił się ze mną. Przewróciłam oczami. Cały Shawn. Zawsze uwielbiał mi dokuczać. Byliśmy jak rodzeństwo. Zawsze w dzieciństwie trzymalismy się razem. Wszystko robiliśmy wspólnie. Zawsze mnie bronił, gdy ktoś mnie przezywał, kiedy byłam smutna, brał gitarę i mi śpiewał. Był takim moim aniołem stróżem, był przy mnie ciągle. Kiedy byłam zdenerwowana, on zabierał mnie na strzelnice, gdzie mogłam się wyżyć. Nauczył mnie też się bić. Tak na wszelki wypadek, żebym zawsze potrafiła się obronić, na przykład kiedy jego przy mnie nie będzie.
Shawn był ode mnie starszy o trzy lata, zachowywał się jak mój starszy brat. Kochalam go, uważałam go za członka rodziny.
-Gadaj, co tu robisz!
-No wiesz, w końcu mam dwadzieścia jeden lat, znudziło mi się życie we Włoszech, pomyślałem że fajnie by było wrócić na stare śmieci... Wynająłem mieszkanie niedaleko stąd.-uśmiechnął się szeroko, na co odpowiedziałam tym samym.
-Przyszedłeś sam? -zapytałam.
-Taa, dostałem cynk, że tutaj będziesz, więc postanowiłem wpaść. Siostra też jest?
-Tak, jestem tutaj razem z Molly, Camillą i Emily. -wyszczerzyłam się i splotlam nasze palce. -Chodź, muszę się pochwalić na jakiego prsystojniaka się natknęłam. -Zażartowałam.
-A ja muszę pochwalić ciebie, wyglądasz naprawdę seksownie. Powiedz, ilu facetom dałaś dziś kosza? -uśmiechnął się zadziornie, a ja zawstydzona spłonęłam rumieńcem, co swoją drogą rzadko się zdarza. Przywalilam mu z pięści w ramię, a on złapał się za nie i skrzywił się, udając że sprawiłam mu ból.
-Ugh, przestań mnie drażnić i chodź.-wywrocilam oczami zirytowana.
-Spokojnie, Sucha. -wyszczerzył się jak jakiś debil. Zacisnęłam pięści.
-Dobrze wiesz, że nigdy nie lubiłam tego przezwiska. Może ja zacznę do ciebie mówić Króliczku, tak jak twoja mama? -odparowałam zadowolona. Shawn tylko zmrużył oczy rozbawiony.
-Dobra, dobra, kurdupelku, chodź już i się tak nie denerwuj. -chwycił moją dłoń, pocałował w czoło i ruszylismy do dziewczyn.
-Tęskniłam, Shawny. -powiedziałam ciuchutko, nagle zasmucona. Pamiętałam ten dzień, kiedy powiedział, że wyjeżdża. Właśnie tamtego dnia plakalam tak bardzo, że w pewnym momencie nie mogłam złapać tchu. Na samo wspomnienie wzdrygnęłam się. Chłopak jakby czytając w moich myslach, scisnal moją dłoń.
-Spokojnie, już nigdy nie będziesz w takim stanie. Teraz będę przy tobie. -Posłałam mu delikatny uśmiech i już więcej żadne z nas sie nie odezwało.
Kiedy dotarliśmy do loży, w której siedziały dziewczyny, na moich ustach pojawił się ogromny uśmiech.
-Zobaczcie, kto się przyplątał! Corner we własnej, skromnej osobie! Na moje nieszczęście mnie poznał. -zażartowałam, za co dostałam kuksańca w bok.- Ał! -popatrzylam z wyrzutem na brązowookiego chłopaka stojącego obok mnie.
-Shawn! Tyle czasu! -wszystkie trzy się zerwały i przytuliły go.
-Siema laski! -zasmial się.
-Mely, gdzie nasze drinki?
-One.. Um, no wiesz...- nie wiedziałam co powiedzieć, a rzadko mi się to zdarzało.
-Po prostu gdy zobaczyła to seksowne ciałko, stanęła jak wryta, prawdopodobnie miała piona i upuściła napoje na podłogę, po czym wpadła w me muskularne ramiona. -uśmiechnął się zadziornie. A ja speszona uderzyłam go w ramię. -Prawdopodobnie mój sprzęt jest większy od twojego, także daruk sobie. A co do seksownego ciała... Daleko ci do niego. Zobacz jaki maciuś ci rośnie! -poklepałam go po, oczywiście świetnie umięśnionym brzuszku, w moich tak samo jak i jego oczach tańczyły radosne iskierki. -Uważaj sobie, Sucha! -udawał oburzonego.
-Dobra, poprzekomarzacie się później, a teraz, opowiadaj jak tam we Włoszech! -wykrzyknęła podekscytowana Molly.
***
-Naprawdę! Pomyliła mnie ze swoim narzeczonym, zaczęła gadać o jakimś ślubie, a ja stałem tam jak idiota i nie wiedziałem o co chodzi.-zaśmiał się Shawn. -Wyobraźcie sobie minę mojej mamy, kiedy ta laska do mnie zagadala. A to były dopiero pierwsze dni naszego pobytu tam! Później musiałem się grubo tłumaczyć. -pokręcił głową.
-Myślisz, że to było żenujące? -Emily prychnęła. -To wiesz co odwaliła Melody..- popatrzylam na nią wzrokiem mordercy karzac się zamknąć. -Byłyśmy raz w centrum handlowym, no i nasz kochany chudzielec zauważył takiego chłopaka, który cudownie grał na gitarze. Przed nim stał kubek po coli, no i oczywiście Melody ma dobre serduszko, to wzięła trochę drobnych i wrzuciła do kubka. Jednak okazało sie, że był on pełny, a chłopak powiedział, że nie zbiera pieniędzy, tylko czeka na kolegów. -skończyła pękając ze śmiechu.
-O kurwa. Poważnie?!- popatrzył na mnie rozbawiony. Nieśmiało pokiwalam głową. Jeezu. Co ze mną było nie tak? Zazwyczaj w takich momentach odpowiedziałabym jakąś ciętą ripostą, a przy Shawn'ie byłam wstydliwa.
Nagle rozmowę przerwał nam dzwonek telefonu mojego przyjaciela. Okazało się, musi jechać po kolegę, który tak się upił, że nie wie gdzie jest.
-Dasz mi swój numer? -zapytał. Wyjęłam flamaster z torebki i napisałam rząd cyfr na jego przedramieniu. -Zadzwonię. -mrugnął, po czym przytulił mnie i delikatnie pocałował w czoło. Czułam na sobie spojrzenia dziewczyn. Wiedziałam co zaraz będzie- masa pytań.
Kiedy Shawn w końcu odszedł, Camilla od razu pociągnęła mnie na skórzaną kanapę. Ogarnęła swoje krótkie włosy z twarzy niecierpliwym gestem.
-Więc... "Shawny", hm? -poruszyla zabawnie brwiami.- Gadaj! Jak na spowiedzi!
-Co... Nie, on jest dla mnie jak brat, nie moglabym z nim niczego zaczynać. -Potrząsnęłam głową.
-Oh, daj spokój. Przecież widać, że mu się podobasz i odwrotnie...- włączyła się do rozmowy Molly.
-Wiecie co? Jestem zmęczona, pogadamy o tym kiedy indziej. A tymczasem, ja się zmywam. -rzuciłam im uśmiech. -Wy zostancie, złapię taksówkę, czy coś.
-Nie no co ty, oszalałaś? Bierz moje auto, niedaleko stąd mój ojciec ma mieszkanie, w którym i tak nigdy nie przebywa. -Emily machnęła ręką.
-Na pewno?
-Na sto procent. -uśmiechnęła się.
-Okay, dziękuję ci bardzo, kocham was. Do zobaczenia!- przytuliłam Em i Millę, po czym skierowałam się w stronę wyjścia.
Pchnęłam ciężkie, metalowe drzwi i uderzyło we mnie świeże, zimne powietrze. Wzdrygnęłam się lekko, przeczesalam włosy rękami i zaczęłam szukać samochodu Emily, bo oczywiście zapomniałam gdzie go parkowalysmy. Pamięć dobra ale krótka.
Kiedy w końcu zlokalizowałam pojazd, zaczęłam iść w jego kierunku. Cały czas miałam wrażenie, jakby ktoś mnie śledził. W pewnym momencie usłyszałam kroki. Od razu przyspieszyłam, ale ktoś złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w swoją stronę, na skutek czego wpadłam na niego. Podniosłam powoli wzrok do góry i ku mojemu niezadowoleniu, był to nie kto inny, jak sam Harry Styles.
-Od samego początku wiedziałem, że na mnie lecisz. -wychrypiał z tym swoim aroganckim uśmiechem. Wywrocilam oczami i wyrwalam się z jego uścisku.
-Nigdy więcej mnie nie dotykaj, świrze. -wysyczalam.
-Diablica na reszcie pokazuje rogi. -odparł zadowolony. Widocznie wielką frajdę sprawiało mu dokuczanie mi.
-Spierdalaj, zjebie. -powiedziałam, znaczy- wywrzeszczałam na cały głos. On tylko się roześmiał i przyciągnął mnie do siebie. Polozylam swoje dłonie płasko na jego torsie, próbując odepchnąć go od siebie. On tylko bezczelnie się uśmiechnął i położył wielkie łapy na moim tyłku, po czym ścisnął go. To już była kompletna przesada! Wyrwalam się z jego uścisku i spoliczkowałam tak mocno, że jego głowa pod wpływem uderzenia przekręciła się w bok.
-Jeżeli myślisz, że się ciebie boję, to jesteś w wielkim błędzie.- wysyczałam. Po chwili poczułam coś zimnego przy skroni. Pistolet. Co do cholery!-pomyślałam.
Patrzył na mnie zimnym wzrokiem, z bronią przyciśniętą do mojej głowy.
-Oh, skarbie. Jeszcze sprawie, że będziesz się bała, nawet o mnie myśląc.- jego oczy nie były już szmaragdowe, tylko czarne, przepełnione złością. Jego głos był tak groźny i niski, że aż dostałam ciarki.
-Ostatnie życzenie? -zapytał, po czym zaczął delikatnie napierać na spust. Zamknęłam mocno oczy, szykując się na śmierć.
----------
Liczę, ze się podobało xd
Do następnego!
wtorek, 18 sierpnia 2015
Rozdział 5.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
O ja pierdziele *o* tego się nie spodziewałam! Czekam nn^^
OdpowiedzUsuń