Mama Harry'ego od razu porwała mnie w swoje objęcia. Przez chwilę stałam nieruchomo, za bardzo nie wiedząc co robić, lecz po chwili odwzajemniłam uścisk.
-Oh, słoneczko, nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię poznałam. Kiedy Harry opowiedział mi o tobie byłam wniebowzięta!-odsunęła się ode mnie lekko, trzymając mnie za rękę. Zmierzyła mnie uradowanym wzrokiem. -Jakaś ty śliczna! I ten kolor włosów, cudowny! Jesteś taka urocza!- skomlementowała mnie, a ja oczywiście spłonęłam rumieńcem.
-Dziękuję pani bardzo.-uśmiechnęłam się uprzejmie.- Macie państwo piękny dom.-wyznałam szczerze.
-Oh, przestań, mów mi Angie- machnęła ręką.
-Cześć, Melody, bardzo miło mi cię poznać, słoneczko. -spojrzałam na tatę Harry'ego, który uśmiechał się do mnie promiennie. Chyba rzadko mieli okazję poznawać dziewczyny syna, jeżeli jakąś kiedyś miał.
-Cała przyjemność po mojej stronie, panie Styles.
-Nie mów do mnie per pan. Czuję się staro. Możesz na mnie mówić George. -usłyszałam chrząknięcie za plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam Harry'ego stojącego w progu ze znudzoną miną.
-Skończyliście już ją zamęczać? -zapytał spokojnie, jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, ale w oczach dostrzegalne było rozbawienie.
-Wchodźcie, wchodźcie. Kolacja prawie gotowa. Harry, syneczku, zaprowadź Melody do salonu i dotrzymaj jej towarzystwa, a ja i ojciec przyszykujemy kolację.
***
-Mieszkasz w pieprzonym pałacu! -powiedziałam, rozglądając się po przestronnym salonie. Ściany były koloru kawy z mlekiem. Wisiało na nich mnóstwo cudownych obrazów i zdjęć rodzinnych. W rogu pomieszczenia stał przepiękny, biały fortepian. Wpatrywałam się w to cudo, po czym nieśmiało ruszyłam w jego kierunku. Przejechałam dłonią po gładkiej, lakierowanej powierzchni.
-No dalej. -rzekł lekko rozbawiony Harry.- Wiem, że tego chcesz. Pokaż, co potrafisz, diablico. -spiorunowałam go wzrokiem, po czym usiadłam na przeciwko instrumentu. Rozciągnęłam palce i ułożyłam je na klawiszach.
Zamknęłam oczy i zaczęłam grać. Była to melodia do piosenki, którą komponowałam. Jeszcze nie była dopracowana, ale pomyślałam ,że może wpadnę na pomysł, jak ją skończyć.
Palce zwinnie poruszały się po klawiszach, uwalniając dźwięki, które unosiły się w powietrzu i rozchodziły echem po całym domu.
Całkowicie zapomniałam i Harry'm obserwującym mnie uważnie. Nie obchodził mnie fakt, że pewnie wyglądam jak idiotka, z zamkniętymi oczami, lekko ściągniętymi brwiami i ustami uformowanymi w lekki uśmiech.
Kiedy skończyłam, wzięłam głęboki oddech, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że go wstrzymuję. Zdjęłam palce z klawiszy, otworzyłam powoli oczy i spojrzałam na Styles'a. Uśmiechnęłam się nieśmiało.
Na jego twarzy widniało czyste zdumienie. Po chwili jednak powrócił do swojego obojętnego wyrazu.
-Całkiem nieźle, Roosevelt. To twoje?
-Tak. -założyłam niesforny kosmyk za ucho i niepewnie przygryzlam wargę. Jego spojrzenie od razu wystrzeliło w stronę moich ust. Podszedł do mnie błyskawicznie i pociągnął za podbródek.
-Nie przygryzaj wargi, diablico. -powiedział tak niskim głosem, że po moim kręgosłupie przeszedł chłodny dreszcz. Już miałam zapytać dlaczego, kiedy w drzwiach pojawiła się Angie.
-Kolacja gotowa, dzieci.- odskoczyłam od niego lekko speszona, na co on zareagował zadziornym uśmieszkiem.
-Chodź, kochanie.- wymruczal do mojego ucha, kładąc nacisk na ostatnie słowo. Westchnęłam zaskoczona, kiedy złapał mnie w talii i poprowadził w stronę jadalni.
Stół był zastawiony mnóstwem jedzenia. Angie uśmiechnęła się do nas i powiedziała, żebyśmy zajęli miejsca.
Kiedy skończyliśmy posiłek, tato Harry'ego spojrzał na mnie i posłał ciepły uśmiech.
-Więc, Melody. Opowiedz nam coś o sobie.
-Nie wiem za bardzo co powiedzieć. Nie jestem zbyt interesującą osobą.
-Oh, jakaś ty skromna. Słyszałam, jak grałaś na pianinie. Masz ogromny talent!-zachwyciła się Angie.
-Melody potrafi grać na wielu instrumentach. Nie tylko pianinie.- dodał Harry, wlepiajac we mnie wzrok. -Prawda?
-Oh, a na czym jeszcze potrafisz grać? -zapytała mama Harry'ego.
-Na pianinie, skrzypcach, wiolonczeli, saksofonie, gitarze, flecie poprzecznym, kontrabasie i klarniecie, ale nie najlepiej. -spojrzałam nieśmiało na moich rozmówców. George i Angie byli szczerze zdziwieni, a Harry uśmiechał się do mnie delikatnie, w jego oczach było coś... Czy ja wiem, uznanie (?)
-Prawdziwy z ciebie wirtuoz, skarbie! -Angie uśmiechała się promienie.
-A tak zmieniając temat, ile chcialabys mieć dzieci?- zakrztusiłam się własną śliną i wytrzeszczyłam oczy.
-Słucham?
__________________
Przepraszam za spoznienie!
Mam nadzieje ze rozdział nie był nudny:)
No Choice.
sobota, 29 sierpnia 2015
Rozdział ósmy
sobota, 22 sierpnia 2015
Rozdział 7.
Po pięciu minutach płaczu, wstałam i otarłam łzy. Nie mogę być słaba. Potrząsnęłam głową i ruszyłam w stronę łazienki. Przemyłam twarz wodą i umyłam zęby. Zerknęłam na swoją dłoń. Dalej była spuchnięta, ale już nie tak bardzo. Podeszłam do szafy, by wybrać ubrania.
Zdecydowałam się na czarne, obcisłe jeansy z wysokim stanem i biały, luźny sweterek. Włosy związałam w warkocza. Zrezygnowałam z makijażu na wypadek gdybym znowu miała płakać.
Na stopy założyłam swoje ukochane, białe martensy w drobne kwiatuszki. Chwyciłam torebkę i ruszyłam do wejścia.
Zbiegłam po schodach i skierowałam się do salonu, gdzie czekał na mnie Harry rozwalony na kanapie. W duchu przewróciłam na niego oczami.
-Whoa... Wyrobilas się w czterdzieści pięć minut! Brawo. -przyjrzał mi się uważnie marszcząc brwi.- Płakałaś?- Potrząsnęłam przecząco głową. Nie byłam w stanie wykrztusić słowa. -Nie potrafisz kłamać. -westchnął i poszedł do mnie, chwytając mnie za rękę. Syknęłam z bólu i szybko zabrałam spuchniętą dłoń.
Chłopak ściągnął brwi obserwując moją reakcję.
W ciszy sięgnął po moją rękę. Przez chwilę się opierałam, lecz w końcu odpuściłam. Wbiłam wzrok w podłogę, podczas gdy Harry oglądał uszkodzoną kończynę. Pogładził kciukiem knykcie, po czym je ucałował, na co szeroko otworzyłam oczy, ale nie miałam odwagi, by na niego spojrzeć.
-Przepraszam. -wymamrotał. Podniosłam wzrok, jednak nic nie powiedziałam. Zabrałam rękę i potrząsnęłam głową. Co on sobie wyobrażał? Najpierw zachowuje się jak bezduszny dupek, a później zamienia się w zupełne przeciwieństwo. Ten człowiek jest naprawdę jakiś dziwny. Zastanawiałam się, czy nie jest przypadkiem bipolarny, czy coś? Bardzo często zmieniał mu się nastrój, w dodatku w zawrotnym tempie.
Westchnął głęboko, po czym przeczesał palcami włosy.
-Napisałem kartkę do twojej rodziny, informującą, że wyszłaś i nie wracasz na noc. No wiesz... Żeby się nie martwili. - jak to nie wracam na noc?-Jedziemy teraz do mojego domu, by zjeść kolację z moimi rodzicami.
-Co?-spytałam zbita z tropu.
-To, co słyszałaś. A, jeszcze jedna sprawa. Powiedziałem im, że jesteśmy parą.
-Co?!-powtórzyłam. Tego było już za wiele. -Nigdzie nie jadę. -odparłam buntowniczo. On tylko przewrócił oczami.
-Słuchaj. Miałem powód, żeby tak powiedzieć.
-Oh, czyżby? -rzuciłam sarkastycznie.- W takim razie słucham.
-Mój ojciec zawsze chciał poznać dziewczynę, na której mi zależy. Nie pochwala mojego trybu życia. Wczoraj dowiedziałem się... Że ma raka. Żadne leki nie pomogą. Lekarze dają mu sześć pierdolonych miesięcy. Postanowiłem, że sprawię mu radość i przyprowadzę swoją dziewczynę. -wciągnęłam gwałtownie powietrze. Jego słowa dotarły do mnie z opóźnieniem. W oczach zebrały się łzy, kiedy patrzyłam na cierpiącego Harry'ego.
**HARRY**
Łyknęła- pomyślałem z satysfakcją. Oczywiście, że tak. Byłem doskonałym kłamcą.
Kiedy tak stała i patrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi, załzawionymi oczami, nagle naszła mnie ochota, by ją przytulić. Zignorowałem to dziwne pragnienie i po prostu stałem tam, obserwując jej reakcję.
Jej broda drżała. Była bliska płaczu ale starała się to powstrzymać. W końcu się odezwała.
-Przykro mi, Harry...-wyszeptała. Pokiwałem głową.
-Tylko proszę, nie wspominaj mojemu ojcu o jego chorobie. Nie chcę by ciągle o niej myślał.-skinęła ze zrozumieniem głową. Jaka z niej jest naiwna istotka. -Chodzmy, nie chcemy się przecież spóźnić.
-Ale... Co jak będą się pytać gdzie sie poznaliśmy? Jak ja mam się zachowywać? Przecież ja nie potrafię udawać...- zaczynała panikować. Objąłem dłońmi jej twarz i zmusiłem, by na mnie spojrzała.
-Wszystko będzie w porządku. W aucie ci wszystko wyjaśnię, dobrze?-pokiwała głową.
-Nie mogę uwierzyć, że to robię. -wymamrotała.
Ja też nie. -pomyślałem.
-Chodź. -powiedziałem delikatnie.
Wyszliśmy z domu i ruszlismy w stronę samochodu.
**MELODY**
-Czekaj.-zmarszczyłam brwi.- Muszę sobie wszystko powtórzyć. Poznaliśmy się przypadkiem, w parku. Wpadłam na ciebie, przewróciłam się i skręciłam kostkę, więc zawiozłeś mnie do szpitala, później umawialiśmy się na kawę i tak dalej (?)- rzuciłam mu pytające spojrzenie, by się upewnić. On tylko przewrócił oczami.- A co jeśli pomyślą, że jestem dziwna? Albo mnie nie polubią? -po chwili zorientowałam się jak głupio brzmię. Co z tego, że mnie nie polubią, skoro prawdopodobnie się już nie spotkamy.
-Melody, wyluzuj. Polubią cię. Jestem tego pewien.
-Tak sądzisz? -zapytałam zdziwiona.
-Oczywiście... Przecież... Przecież to ty.-w tym momencie byłam w szoku. Co to miało znaczyć? Harry chyba sam był zdezorientowany tym, co powiedział.
-Ale ty mnie nawet nie lubisz...
-Ja cię nie lubię, ale inni tak. Nie wiem co ludzi tak do ciebie ciągnie, ale jednak. -wywrócił oczami po raz setny. Już zaczynał działać mi na nerwy.
Nagle Harry zwolnił i wjechał przez ogromną bramę, prowadzącą na wielki dziedziniec. Zaparkował przy ogromnej fontannie, wysiadł i nie czekając na mnie ruszył do drzwi. Pośpiesznie wyskoczyłam z samochodu i dołączyłam do niego. Splotłam nasze palce, byśmy byli bardziej wiarygodni. Popatrzył na mnie rozbawiony a ja wzruszyłam ramionami i Posłałam mu uśmiech.
-To może być całkiem niezła zabawa, nie sądzisz? -nic nie odpowiedział, tylko się roześmiał, a ja stwierdziłam, że jest to całkiem seksowny.... Stop! Roosevelt! Ogarnij się.
Dotarliśmy do drzwi. Puls mi nagle przyspieszył, serce waliło jak szalone. Weszliśmy do środka i od razu przywitał nas mężczyzna w średnim wieku, o szmaragdowych tęczówkach i takimi samymi dołeczkami jak u Harry'ego. Domyśliłam się, że jest to jego ojciec. U boku mężczyzny stała drobna, piękna kobieta. Miała duże, szare oczy, twarz w kształcie serca, którą okalały długie, hebanowe włosy, założone za uszy. Na sobie kwiecistą, zwiewną sukienkę do kolan. Była piękna. Nie to co ja-chuda, niska, piegowata. Zero kobiecości.
-Mamo, tato. Chciałbym wam kogoś przedstawić. To jest Melody Roosevelt. Moja dziewczyna...
-------------
Mam nadzieję, że rozdział się podobał!
Jeżeli czytasz- zostaw po sobie jakiś ślad.:)
czwartek, 20 sierpnia 2015
Rozdział szósty.
Przed oczami miałam całe swoje życie.
Myślałam o mamie, tacie, o Molly. O tym, w jaki sposób się dowiedzą, że nie żyję. O ile w ogóle dojdzie do nich taka wiadomość.
Zastanawiałam się nad tymi osiemnastoma latami, które przeżyłam. O sukcesie, który mogłam odnieść.
Otworzyłam oczy i wpatrywałam się w mężczyznę przede mną, który miał stać się moim mordercą.
-No dalej, strzelaj, na co czekasz? A może tchórzysz?- pyskowałam. Właśnie miałam zostać zastrzelona, a ja najzwyczajniej w świecie pyskowałam.
Może to było dziwne, bo niektórzy w momencie nadejścia śmierci robią rachunek sumienia, modlą się. Jednak ja nie miałam zamiaru pokazać mu, że się go boję. Duma mi na to nie pozwalała. Nawet mi się nie śniło błagać go o litość. Uniosłam podbródek do góry i rzuciłam mu wyzywające spojrzenie.
-Nie boję się ciebie. -wysyczałam. Kłamałam. Bałam się go jak cholera, ale nie chciałam tego pokazywać.
Harry tylko uśmiechnął się zadziornie i schował pistolet za pasek spodni.
Zwilżył usta językiem, po czym odezwał się tym swoim zachrypniętym głosem.
-Ja jeszcze dopilnuję, by to się zmieniło, możesz mi wierzyć. -pogładził mnie po policzku. W celu uniknięcia jego dotyku, odchyliłam głowę w bok.
-Nie dotykaj mnie.-wyszeptałam, a on tylko bezczelnie się zaśmiał.
-No i co cię tak bawi!-wrzasnęłam. Tego było już za wiele. Najpierw przykłada mi spluwę do głowy, grożąc, że mnie zabije, a teraz śmieje się jakby ktoś opowiedział mu dowcip. Co za chory człowiek.- Daj mi święty spokój. Czego ty ode mnie chcesz?! Co ja ci do cholery jawnej takiego zrobiłam? -krzyczałam jak jakaś opętana. Wpltotłam palce we włosy i pociągnęłam z całej siły.
-Wyluzuj, Melody. Co mi zrobiłaś? Nic. Po prostu jesteś bardzo interesująca. Inna. Nikt mi sie nigdy nie stawia, bo nie są tacy głupi. Ty najwyraźniej jesteś. Nie masz pojęcia z kim zadzierasz. Tylko nie myśl sobie, że cię lubię. Po prostu chcę nauczyć cię odrobiny szacunku.- powiedział ze stoickim spokojem. Puścił mi oczko, odwrócił się na pięcie i najzwyczajniej w świecie sobie odszedł. I to jeszcze zachowywał się, jakby przed chwilą wcale nie próbował mnie zabić.
Co za człowiek.
Potrząsnęłam głową, wsiadłam do samochodu i czym prędzej wyjechałam z tego nieszczęsnego parkingu.
*NASTĘPNEGO DNIA*
**Harry**
-Paniczu Styles, pański ojciec chce pana widzieć u siebie w gabinecie.-powiedziała Violet, nasza gospodyni, po czym wyszła z mojego pokoju.
Zapukałem do drzwi, odczekałem chwilę, po czym wszedłem do środka.
-Chciałeś mnie widzieć?
-Tak.-wwestchnął, przejechał dłonią po twarzy, po czym skinął na krzesło po drugiej stronie biurka. Od razu zająlem miejsce.- Synu, posłuchaj. Mam już dosyć twojego trybu życia i nie mogę znieść faktu, że jeszcze się nie ustatkowałeś, nie znalazłeś nikogo na stałe. Chyba czas już zakończyć tą dziecinadę i w końcu zacząć żyć na poważnie? -zapytał surowo, a ja przewróciłem oczami.
-Ojcze, skoro tak bardzo ci to przeszkadza, to zawsze mogę się wyprowadzić, też nie uśmiecha mi się ciągłe mieszkanie z rodzicami.-teraz to on wywrócił oczami.
-Przecież wiesz, że twoja matka nigdy na takie coś się nie zgodzi. Chodzi mi o to, że masz w końcu przestać świrować i znaleźć sobie dziewczynę na poważnie.
-Tato, posłuchaj. Nie chcę się ograniczać do jednej. To jest nudne...
-Dobra, to może tak: znajdziesz sobie jakąś porządną dziewczynę, a dostaniesz ode mnie pół miliona funtów. I dorzucę może nowe Porsche. Co ty na to?-to była propozycja nie do odrzucenia.
-A co jeśli ci powiem, że już mam kogoś na oku?
-Naprawdę?-ojciec wytrzeszczył oczy.
-Taa... Ta, naprawdę.
-Tylko nie chodzi mi o to, że przyprowadzisz tutaj dziewczynę, na której ci nie zależy tylko po to, by mnie zwieść.
-Tato, muszę przyznać, że zależy mi na niej.-kłamałem jak z nut.
-To świetnie! -klasnął w dłonie uszczęśliwiony. -Jak się nazywa?
-Melody... Melody Roosevelt. -uśmiechnąłem się udając, że naprawdę darzę tą dziewczynę jakimś uczuciem. Teraz będę musiał coś zrobić żeby udawała moją dziewczynę... To będzie dla mnie nie lada wyzwanie...
**MELODY**
Obudził mnie nieznośny dzwonek telefonu. Mruknęłam niezadowolona i po omacku odszukałam telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Numer nieznany. Ściągnęłam brwi i odebrałam.
-Halo?-mój poranny głos był wyższy niż zazwyczaj, przez co brzmiałam, jakbym nałykała się helu.
-Oh, czyżbym cię obudził, diablico?-usłyszałam ten charaktrystyczny, zachrypnięty głos i Przewróciłam oczami zirytowana.
-Musiałeś dzwonić i psuć mi humor z samego rana?!
-Czyli się wkurzyłaś? Mam złe wiadomości. Jeżeli teraz jesteś lekko rozdrażniona, to jak zejdziesz na dół i otworzysz drzwi, będziesz wściekła. -zaśmiał się. Że co do cholery?
Rozłączyłam się i szybko zbiegłam na dół. Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się chłopak z burzą loków na głowie o oczach koloru szmaragdów, w których widoczne było rozbawienie. Zmrużyłam na niego oczy, po czym zatrzasnęłam mu drzwi centralnie przed nosem.
Odwróciłam się i ruszyłam w stronę kuchni. Nie zdążyłam opuścić przedpokoju, kiedy drzwi otworzyły się z hukiem. Podskoczyłam lekko zdziwiona i zerknęłam przez ramię. W progu stał nie kto inny, jak sam Styles. Jak ten człowiek mnie wnerwia...
Postanowiłam trochę się zabawić. Odwróciłam się powoli w jego stronę i splotłam ręce za plecami.
-W czym mogę pomóc? -zapytałam spokojnym tonem.
-Nigdy więcej nie zatrzaskuj mi drzwi przed nosem, bo nie będę się patyczkował. -odrzekł groźnie.
-Oczywiście, panie jestem-najważniejszy-na-świecie Styles.- zauważyłam z satysfakcją, że jego nozdrza delikatnie się rozszerzają.
-Ubieraj się szybko, zabieram cię gdzieś.-rzucił.
-Oh, w końcu pokażesz mi listę swoich ofiar? A może okaże się, że tak naprawdę jesteś mięczakiem i będziesz miał kolekcję pluszowych jednorozcy na półce tuż nad łóżkiem? Oh, no chyba, że...
-Wystarczy! -wrzasnął wkurzony.- Przestań mnie drażnić, bo w końcu dołączysz do listy moich ofiar.
-Aha! -klasnęłam w dłonie.- Wiedziałam, że masz taką listę. -drażniłam go dalej.
W końcu nie wytrzymał i podszedł do mnie, po czym przyparł do ściany. Zacieśnił uścisk na mojej szyi, sprawiając, że ledwo brałam oddech. Próbowałam oderwać jego dłonie od mojego ciała, by dostarczyć swoim plucom tlenu, jednak on był silniejszy. Kiedy już obraz zaczynał mi się rozmazywac, puścił mnie. Nie spodziewałam się tego, więc runęłam na podłogę. Złapałam się za klatkę piersiową, łapczywie wciągając powietrze ze świstem. Po chwili poczułam, jak Harry miażdży butem moją dłoń. Krzyknęłam z bólu, a on usatysfakcjonowany moją reakcją, nadepnal mocniej sprawiając, że moich oczach zebrały się łzy. Zacisnęłam usta, by się nie rozpłakać. Po chwili zdjął stopę z mojej dłoni i powiedział surowo:
-Myślę, że e końcu się czegoś nauczyłaś. Masz być gotowa za maksymalnie godzinę. Będę czekał w salonie.-odszedł zostawiając mnie kompletnie roztrzęsioną. Spojrzałam na swoją rękę. Była okropnie spuchnięta. Skurwiel.
Podniosłam się, ignorując napływające do oczu łzy i ruszyłam na górę, by się wyszykowac. Wcześniej jeszcze wstąpiłam do kuchni po lód, który mógłby złagodzić ból.
Wbiegłam po schodach do swojego pokoju, zatrzasnęłam za sobą drzwi i wybuchnęłam głośnym płaczem. Prawie mnie udusił. Znowu o mało mnie nie zabił.
Oczypadłam na podłogę i schowałam twarz w dłoniach.
Boję się. Tak cholernie boję się z nim przebywać.
wtorek, 18 sierpnia 2015
Rozdział 5.
-Melody?- usłyszałam za plecami. Odwróciłam się i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam swojego przyjaciela z dzieciństwa, Shawn'a. Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia, na moje usta wpłynął szeroki uśmiech. Drinki wypadły mi z rąk, a ja rzuciłam się chlopakowi na szyję. Nie spodziewał się tego, dlatego zachwiał sie lekko, lecz po chwili odzyskał równowagę i chwycił moje drobne ciało w swoje objęcia, po czym poderwał z ziemi. Pisnęłam lekko zaskoczona, co spotkało się z jego śmiechem.
-Shawny! Wróciłeś! I, cholera, jesteś seksowny! z-lustrowałam go wzrokiem.
-Przestań, chcesz żebym wpadł w samozachwyt? A ty, swoją drogą nic się nie zmieniłaś. Dalej mała, chude i brzyyydka. -drażnił się ze mną. Przewróciłam oczami. Cały Shawn. Zawsze uwielbiał mi dokuczać. Byliśmy jak rodzeństwo. Zawsze w dzieciństwie trzymalismy się razem. Wszystko robiliśmy wspólnie. Zawsze mnie bronił, gdy ktoś mnie przezywał, kiedy byłam smutna, brał gitarę i mi śpiewał. Był takim moim aniołem stróżem, był przy mnie ciągle. Kiedy byłam zdenerwowana, on zabierał mnie na strzelnice, gdzie mogłam się wyżyć. Nauczył mnie też się bić. Tak na wszelki wypadek, żebym zawsze potrafiła się obronić, na przykład kiedy jego przy mnie nie będzie.
Shawn był ode mnie starszy o trzy lata, zachowywał się jak mój starszy brat. Kochalam go, uważałam go za członka rodziny.
-Gadaj, co tu robisz!
-No wiesz, w końcu mam dwadzieścia jeden lat, znudziło mi się życie we Włoszech, pomyślałem że fajnie by było wrócić na stare śmieci... Wynająłem mieszkanie niedaleko stąd.-uśmiechnął się szeroko, na co odpowiedziałam tym samym.
-Przyszedłeś sam? -zapytałam.
-Taa, dostałem cynk, że tutaj będziesz, więc postanowiłem wpaść. Siostra też jest?
-Tak, jestem tutaj razem z Molly, Camillą i Emily. -wyszczerzyłam się i splotlam nasze palce. -Chodź, muszę się pochwalić na jakiego prsystojniaka się natknęłam. -Zażartowałam.
-A ja muszę pochwalić ciebie, wyglądasz naprawdę seksownie. Powiedz, ilu facetom dałaś dziś kosza? -uśmiechnął się zadziornie, a ja zawstydzona spłonęłam rumieńcem, co swoją drogą rzadko się zdarza. Przywalilam mu z pięści w ramię, a on złapał się za nie i skrzywił się, udając że sprawiłam mu ból.
-Ugh, przestań mnie drażnić i chodź.-wywrocilam oczami zirytowana.
-Spokojnie, Sucha. -wyszczerzył się jak jakiś debil. Zacisnęłam pięści.
-Dobrze wiesz, że nigdy nie lubiłam tego przezwiska. Może ja zacznę do ciebie mówić Króliczku, tak jak twoja mama? -odparowałam zadowolona. Shawn tylko zmrużył oczy rozbawiony.
-Dobra, dobra, kurdupelku, chodź już i się tak nie denerwuj. -chwycił moją dłoń, pocałował w czoło i ruszylismy do dziewczyn.
-Tęskniłam, Shawny. -powiedziałam ciuchutko, nagle zasmucona. Pamiętałam ten dzień, kiedy powiedział, że wyjeżdża. Właśnie tamtego dnia plakalam tak bardzo, że w pewnym momencie nie mogłam złapać tchu. Na samo wspomnienie wzdrygnęłam się. Chłopak jakby czytając w moich myslach, scisnal moją dłoń.
-Spokojnie, już nigdy nie będziesz w takim stanie. Teraz będę przy tobie. -Posłałam mu delikatny uśmiech i już więcej żadne z nas sie nie odezwało.
Kiedy dotarliśmy do loży, w której siedziały dziewczyny, na moich ustach pojawił się ogromny uśmiech.
-Zobaczcie, kto się przyplątał! Corner we własnej, skromnej osobie! Na moje nieszczęście mnie poznał. -zażartowałam, za co dostałam kuksańca w bok.- Ał! -popatrzylam z wyrzutem na brązowookiego chłopaka stojącego obok mnie.
-Shawn! Tyle czasu! -wszystkie trzy się zerwały i przytuliły go.
-Siema laski! -zasmial się.
-Mely, gdzie nasze drinki?
-One.. Um, no wiesz...- nie wiedziałam co powiedzieć, a rzadko mi się to zdarzało.
-Po prostu gdy zobaczyła to seksowne ciałko, stanęła jak wryta, prawdopodobnie miała piona i upuściła napoje na podłogę, po czym wpadła w me muskularne ramiona. -uśmiechnął się zadziornie. A ja speszona uderzyłam go w ramię. -Prawdopodobnie mój sprzęt jest większy od twojego, także daruk sobie. A co do seksownego ciała... Daleko ci do niego. Zobacz jaki maciuś ci rośnie! -poklepałam go po, oczywiście świetnie umięśnionym brzuszku, w moich tak samo jak i jego oczach tańczyły radosne iskierki. -Uważaj sobie, Sucha! -udawał oburzonego.
-Dobra, poprzekomarzacie się później, a teraz, opowiadaj jak tam we Włoszech! -wykrzyknęła podekscytowana Molly.
***
-Naprawdę! Pomyliła mnie ze swoim narzeczonym, zaczęła gadać o jakimś ślubie, a ja stałem tam jak idiota i nie wiedziałem o co chodzi.-zaśmiał się Shawn. -Wyobraźcie sobie minę mojej mamy, kiedy ta laska do mnie zagadala. A to były dopiero pierwsze dni naszego pobytu tam! Później musiałem się grubo tłumaczyć. -pokręcił głową.
-Myślisz, że to było żenujące? -Emily prychnęła. -To wiesz co odwaliła Melody..- popatrzylam na nią wzrokiem mordercy karzac się zamknąć. -Byłyśmy raz w centrum handlowym, no i nasz kochany chudzielec zauważył takiego chłopaka, który cudownie grał na gitarze. Przed nim stał kubek po coli, no i oczywiście Melody ma dobre serduszko, to wzięła trochę drobnych i wrzuciła do kubka. Jednak okazało sie, że był on pełny, a chłopak powiedział, że nie zbiera pieniędzy, tylko czeka na kolegów. -skończyła pękając ze śmiechu.
-O kurwa. Poważnie?!- popatrzył na mnie rozbawiony. Nieśmiało pokiwalam głową. Jeezu. Co ze mną było nie tak? Zazwyczaj w takich momentach odpowiedziałabym jakąś ciętą ripostą, a przy Shawn'ie byłam wstydliwa.
Nagle rozmowę przerwał nam dzwonek telefonu mojego przyjaciela. Okazało się, musi jechać po kolegę, który tak się upił, że nie wie gdzie jest.
-Dasz mi swój numer? -zapytał. Wyjęłam flamaster z torebki i napisałam rząd cyfr na jego przedramieniu. -Zadzwonię. -mrugnął, po czym przytulił mnie i delikatnie pocałował w czoło. Czułam na sobie spojrzenia dziewczyn. Wiedziałam co zaraz będzie- masa pytań.
Kiedy Shawn w końcu odszedł, Camilla od razu pociągnęła mnie na skórzaną kanapę. Ogarnęła swoje krótkie włosy z twarzy niecierpliwym gestem.
-Więc... "Shawny", hm? -poruszyla zabawnie brwiami.- Gadaj! Jak na spowiedzi!
-Co... Nie, on jest dla mnie jak brat, nie moglabym z nim niczego zaczynać. -Potrząsnęłam głową.
-Oh, daj spokój. Przecież widać, że mu się podobasz i odwrotnie...- włączyła się do rozmowy Molly.
-Wiecie co? Jestem zmęczona, pogadamy o tym kiedy indziej. A tymczasem, ja się zmywam. -rzuciłam im uśmiech. -Wy zostancie, złapię taksówkę, czy coś.
-Nie no co ty, oszalałaś? Bierz moje auto, niedaleko stąd mój ojciec ma mieszkanie, w którym i tak nigdy nie przebywa. -Emily machnęła ręką.
-Na pewno?
-Na sto procent. -uśmiechnęła się.
-Okay, dziękuję ci bardzo, kocham was. Do zobaczenia!- przytuliłam Em i Millę, po czym skierowałam się w stronę wyjścia.
Pchnęłam ciężkie, metalowe drzwi i uderzyło we mnie świeże, zimne powietrze. Wzdrygnęłam się lekko, przeczesalam włosy rękami i zaczęłam szukać samochodu Emily, bo oczywiście zapomniałam gdzie go parkowalysmy. Pamięć dobra ale krótka.
Kiedy w końcu zlokalizowałam pojazd, zaczęłam iść w jego kierunku. Cały czas miałam wrażenie, jakby ktoś mnie śledził. W pewnym momencie usłyszałam kroki. Od razu przyspieszyłam, ale ktoś złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w swoją stronę, na skutek czego wpadłam na niego. Podniosłam powoli wzrok do góry i ku mojemu niezadowoleniu, był to nie kto inny, jak sam Harry Styles.
-Od samego początku wiedziałem, że na mnie lecisz. -wychrypiał z tym swoim aroganckim uśmiechem. Wywrocilam oczami i wyrwalam się z jego uścisku.
-Nigdy więcej mnie nie dotykaj, świrze. -wysyczalam.
-Diablica na reszcie pokazuje rogi. -odparł zadowolony. Widocznie wielką frajdę sprawiało mu dokuczanie mi.
-Spierdalaj, zjebie. -powiedziałam, znaczy- wywrzeszczałam na cały głos. On tylko się roześmiał i przyciągnął mnie do siebie. Polozylam swoje dłonie płasko na jego torsie, próbując odepchnąć go od siebie. On tylko bezczelnie się uśmiechnął i położył wielkie łapy na moim tyłku, po czym ścisnął go. To już była kompletna przesada! Wyrwalam się z jego uścisku i spoliczkowałam tak mocno, że jego głowa pod wpływem uderzenia przekręciła się w bok.
-Jeżeli myślisz, że się ciebie boję, to jesteś w wielkim błędzie.- wysyczałam. Po chwili poczułam coś zimnego przy skroni. Pistolet. Co do cholery!-pomyślałam.
Patrzył na mnie zimnym wzrokiem, z bronią przyciśniętą do mojej głowy.
-Oh, skarbie. Jeszcze sprawie, że będziesz się bała, nawet o mnie myśląc.- jego oczy nie były już szmaragdowe, tylko czarne, przepełnione złością. Jego głos był tak groźny i niski, że aż dostałam ciarki.
-Ostatnie życzenie? -zapytał, po czym zaczął delikatnie napierać na spust. Zamknęłam mocno oczy, szykując się na śmierć.
----------
Liczę, ze się podobało xd
Do następnego!
wtorek, 11 sierpnia 2015
Rozdział 4.
-Melody, kochanie! Ale się wyrobiłaś! Wyglądasz niesamowicie! -pisnęła Emily i mocno mnie przytuliła. Tak mocno, że zaczynało mi brakować powietrza.
-Em... Dusisz mnie. -wykrztusiłam, no co brunetka od pośpiesznie się ode mnie odsunęła.
-Przepraszam. Dobra, dziewczyny. Wchodzimy do środka, bo zaraz mi nogi odmarzną! -rzeczywiście. Stałyśmy pod klubem już jakieś dwadzieścia minut, by Emily mogła mnie do woli wyściskać, bo oczywiście w samochodzie nie było na tyle miejsca.
Skierowałyśmy się w stronę wejścia, podałyśmy bramkarzowi bilety i weszłyśmy w głąb budynku. W powietrzu unosił się ciężki zapach alkoholu i papierosów. Idąc wąskim korytarzem czułam czyjeś spojrzenie na swoich plecach. Odwróciłam się i moim oczom ukazał się wysoki brunet, uśmiechający się w moją stronę. Kiwnął głową w moją stronę, dając znak, bym do niego podeszła. Całe zajście obserwowały dziewczyny.
-No idź do niego- Molly szturchnęła mnie w ramię. -Jest słodki. My idziemy na parkiet, później się jakoś znajdziemy. O ile nie będziesz zbytnio zajęta swoim chłoptasiem.- wyszczerzyła się jak głupia, po czym poszła z dziewczynami tańczyć.
Stanęłam pod ścianą. Nie chciałam do niego podchodzić. Może i był słodki, ale nie będę do niego podchodzić, bo Kiwnął na mnie, jakby wzywał taksówkę. Rzuciłam mu krótkie spojrzenie. Nie wpatrywał się we mnie, tylko jakby toczył z kimś walkę na spojrzenia. Po chwili na jego twarzy wykwitł zuchwały uśmiech i ruszył w moją stronę.
-Cześć, mała. Mam na imię Cody, a ty?
-Mała może być twoja pała, a ja jestem po prostu niska. -prychnęłam. Nienawidziłam, kiedy chłopak mówił do dziewczyn "mała". To było takie denerwujące. Facet myśli, że jak tak powie, to padnę mu do stóp, czy co? Po chwili poczułam mocny uścisk na ramieniu i zostałam mocno przygnieciona do ściany. Na twarzy Cody'ego już nie było uśmiechu, tylko czysta złość.
-Nie tym tonem, dobra? Byle suka nie będzie się tak do mnie odnosić. -Ups? Chyba uraziłam jego męską dumę. On naprawdę myśli, że ja się go boję? Mimowolnie zaśmiałam się na tę myśl, co rozdrażniło go jeszcze bardziej. -No i co cię tak śmieszy?! Zaraz zmyję ci ten uśmieszek z tych twoich pięknych usteczek. -sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niego scyzoryk. Zakrywał mnie swoim ciałem, więc nikt nie mógł zbyt dobrze zobaczyć co zamierza zrobić, jednak nikogo tez zbytnio to nie obchodziło. Okay, trochę mnie to przestraszyło, ale nie miałam zamiaru mu tego pokazać.
-Lepiej to odłóż, bo jeszcze się skaleczysz, chłopczyku. -zadrwiłam. Nagle zrobił się cały czerwony ze złości. Przyłożył mi nożyk do gardła. Wytrzymałam oddech. Lekko przycisnął metalowe narzędzie.
-Masz mi coś jeszcze do powiedzenia? Jakieś ostatnie życzenie? -nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam na niego swoimi ogromnymi, błękitnymi oczami.
-Czyli jednak się boisz? Trudno, już za późno. Dziś jest twój ostatni...
-Odłóż ten nóż Black. Teraz.- usłyszałam ten zachrypnięty głos. Cody odwrócił się w stronę chłopaka.
-Styles? Nie przerywaj mi. Ja i skowroneczek całkiem nieźle się bawimy, prawda? -pogłaskał mnie po policzku. Odwróciłam głowę z obrzydzeniem.
-Nie dotykaj mnie. Nie wiem gdzie byłeś i czego dotykałeś.-syknęłam.
-Ty mała...- już podnosił na mnie rękę, ale zielonooki zareagował błyskawicznie. Złapał Cody'ego za nadgarstek i odciągnął ode mnie, po czym przygniótł go do ściany.
-Nigdy. Więcej. Nie. Podnos. Ręki. Na. Kobietę. Dotarło? -warknął. Black kiwnął pośpiesznie głową. Styles puścił go i ruszył w moją stronę.
-Nic ci nie jest, Melody? -zapytał zmartwiony (?)
-Nie potrzebowałam pomocy, dobrze sobie radziłam. -popatrzyłam na niego z niechęcią. -Skąd znasz moje imię?
-Rewelacyjnie sobie radziłaś. Tak dobrze, że koleś o mało co nie poderżnął ci gardła. -wywrócił oczami. -Mogłabyś okazać się na tyle dobrze wychowana, królewno, żeby podziękować.
-Dobra, masz rację. Dziękuję. -skinęłam głową. -Ale jak jeszcze raz nazwiesz mnie królewną, to twój nos nie będzie już taki prosty.- w odpowiedzi tylko się zaśmiał, co jeszcze bardziej mnie rozdrażniło.
-Spokojnie, spokojnie. Żyłka ci zaraz pęknie ze złości. A złość piękności szkodzi. -uśmiechnął się sarkastycznie. Oj, coś czuję, że się nie polubimy. -Dobra, złośnico. Słuchaj. Nie chce mi się tracić swojego cennego czasu na kogoś takiego jak ty, więc z łaski swojej, przestań pakować się w kłopoty, dobra? -Teraz przesadził.
-Za kogo ty się, do cholery uważasz? Czy ja cię prosiłam o pomoc?! Nie! To ty się ciągle za mną plączesz. -syknęłam. -Ja też nie mam zamiaru tracić czasu na takiego palanta jak ty. Idź tam, skąd przyszedłeś i nie zawracaj mi już głowy. -odwróciłam się na pięcie i poszłam szukać dziewczyn. Słyszałam za plecami, jak ten dupek bezczelnie się ze mnie smieje. Mam nadzieję, że już nigdy więcej go nie spotkam.
***
-...rozumiecie? I ona myślała, że się nie dowiem. Chociaż rozpowiadala na lewo i prawo, że prędzej czy później odbije mi chłopaka. -prychnęła Emily. -A to wszystko dlatego, że zawsze uważała się za lepszą ode mnie, zawsze mi wszystko chciała odebrać. No czy to nie jest dziecinne? -zapytała retorycznie.
-Cała Tiffany.- wywróciła oczami Molly. Nagle zwróciła się w moją stronę. -Melody, kocham cię. -wyszczerzyła się moja siostra. Zmrużyłam na nią oczy.
-Czego chcesz? -jej uśmiech tylko się powiększył.
-Skoczyłabyś, proszę, po trzy Mojito? -wydęła dolną wagę. -Prooooszę?
-Ugh... Dobra, ale za to sobie zamówię coś najdroższego i ty stawiasz. -Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Zgoda. -zmarszczyła nos. Była już nieźle wstawiona.
Ja osobiście nie przepadalam za alkoholem. Wypiłam tylko jednego drinka, później zamawialam różne koktajle.
Wzięłam pieniądze od siostry i poszłam w kierunku baru, zamówiłam napoje i czekałam na zrealizowanie zamowienia. Barman wyjątkowo się ociągał, więc postanowiłam sobie usiąść.
-Diablico, jeszcze tu jesteś? Myślałem, że w popłochu uciekłaś po wcześniejszym incydencie. -zacisnęłam mocno powieki. Ten facet mocno działał mi na nerwy. Odwróciłam się powoli w jego stronę, z najbardziej fałszywym uśmieszkiem, jaki udało mi się wyiskać.
-Owszem, miałam ochotę uciekać, ale przed tobą i tym twoim aroganckim zachowaniem. Powiedz, dziewczyny naprawdę na ciebie lecą? Bo mnie się wydaje, że spotykają się z tobą z litości. -skrzyżowałam ramiona. Widziałam, że moje słowa go dotknęły, bo w jego oczach mignęła złość, lecz po chwili została zastąpiona rozbawieniem.
-Melody, nie ukrywajmy. Jestem cholernie seksowny, pociągam cię. -mruknął. -Jednak, muszę cię rozczarować. Za wysokie progi, jak na twoje nogi. -w odpowiedzi roześmiałam się głośno.
-Jesteś tak głęboki... Całkiem jak brodzik. -zadrwiłam.- Oszczędź sobie tych swoich powiedzonek, poważnie.- wzięłam drinki z lady i na odchodne dodalam- Jeżeli myślisz, że interesują mnie takie snoby jak ty, to jesteś w wielkim błędzie, Haroldzie. Mam nadzieję, że już więcej się nie spotkamy. -wywróciłam oczami i odeszłam.
-----------------
Mam nadzieję, ze nie umarliscie z nudów czytając ten rozdział. Miło by mi było, gdybyście wyrazili opinie na temat rozdziału, to naprawdę motywuje
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Rozdział 3.
-Nie! Idioto! Gdzie biegniesz! Podaj, podaj! Po lewej, pacanie! -wrzeszczał mój ojciec na cały dom. W telewizji leciał mecz jego ulubionej drużyny piłkarskiej. Nie rozumiałam tylko po co tak krzyczał, matko.
-Tato, ale ty wiesz, że oni tego nie słyszą? -ledwo powstrzymywałam się od śmiechu, kiedy spojrzał na mnie morderczym wzrokiem.
-Oj, tatku. Złość piękności szkodzi. -dokuczala mu Molly. Obie miałyśmy niezły ubaw.
-Wy obie. Grabicie sobie. -odparował, siląc się na poważny ton, jednak w jego oczach tańczyły radosne iskierki.
-Okay, idę poćwiczyć. Nie mogę wypaść z wprawy. -wstałam z kanapy i przeciagnelam się.
-Za jakie grzechy! -Moll wzniosła wzrok do góry. Rzuciłam w nią poduszką, na co zareagowała gromkim śmiechem.
-Siostrzyczko, widzę, że żarty się ciebie trzymają. -wywróciłam oczami i ruszyłam na piętro, do "pokoju muzycznego".
Tak naprawdę, kiedyś mieliśmy tam zrobić siłownię, ale zważywszy na ilość instrumentów, jakie posiadałam, postanowiliśmy urządzić tam takie mini studio muzyczne. Weszłam do pokoju i usiadłam przy fortepianie. Wyjęłam swój zeszyt z nutami, otworzyłam na odpowiedniej stronie i kończyłam komponować piosenkę.
Szło mi całkiem nieźle, byłam nawet zadowolona z tego, co uzyskałam.
***
-Melody, wstawaj, znowu zasnęłaś przy fortepianie. -Molly Potrząsnęła moim ramieniem, na co zareagowałam pełnym niezadowolenia jękiem.
-Daj mi spokój.
-Wstawaj, skowroneczku, no chyba, że chcesz przegapić tą imprezę karnawałową, na którą tak bardzo chciałaś iść, ale cholernie trudno jest zdobyć bilety.-otworzyłam gwałtownie oczy i spojrzałam na siostrę wachlującą się papierowymi prostokątami, wzdychającą głośno. -Ale skoro mam dać ci spokój...-zaczęła się powoli odwracać.
-Zaczekaj! -poderwałam się z miejsca. Dziewczyna odwróciła się zadowolona.- Skąd masz te bilety?
-Ma się znajomości tu i tam...-wyszczerzyła się. -Idziemy razem z Milą i Emily.
-W porządku, tak dawno nie widziałam Em, nie mogę się doczekać, żeby znów z nią pogadac. -Uśmiechnęłam się lekko.
-Dziewczyny! Zejdźcie na chwilę do salonu! -krzyknęła mama z dołu.
-Idziemy!
***
-Razem z ojcem wyjeżdżamy na weekend do cioci Lary, by pomóc jej trochę przy remoncie domu. zakomunikowała nasza rodzicielka. Ciocia Lara była jej młodsza siostrą, którą w zasadzie wychowała, ich mama zmarła, kiedy ciocia miała rok. Dziadek po śmierci żony wpadł w alkoholizm, później nie wytrzymał i popełnił samobójstwo.
-Okay, nie ma sprawy.
-Musimy wyjechać już dziś, przed nami długa droga.-dopiero teraz dostrzegłam walizki stojące w kącie pomieszczenia.
-Pozdrówcie od nas ciocię.- obie uścisnęłyśmy rodziców.
-Nie roznieście domu, błagam was! -krzyknęła mama, zamykając za sobą drzwi.
-Dobra, jest godzina 15:00.- spojrzała na zegarek.- A impreza zaczyna się o 18:00. Mamy tylko trzy godziny. W sumie, dwie i pół, odliczając trzydzieści minut na dojazd. Do roboty!
***
Po wyprostowaniu włosów, usiadłam przed lustrem w celu zrobienia makijażu. Oczy podkreśliłam eyelinerem, na usta nałożyłam czerwoną szminkę, a policzki musnęłam różem.
Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej lekko rozkloszowaną czarną sukienkę z podwyższoną talią, która sięgała mi do połowy uda. Góra była w całości pokryta cekinami, natomiast dół zrobiony został z tiulu. Dodałam również kilka złotych akcentów w postaci wisiorka w kształcie serca, który dostałam od rodziców i bransoletkę do kompletu.
Na stopy założyłam złote szpilki. Swoją drogą, były bardzo wygodne, dlatego nie martwiłam się, że po pierwszej godzinie nogi mi oodpadną. Na wszelki wypadek jednak, spakowałam do torebki parę białych vansów. Przezorny zawsze ubezpieczony.
-Jak ci idzie, rudzielcu? -Molly wychyliła się zza framugi drzwi. Jej oczy momentalnie podwoily swoje rozmiary, a na twarz wpłynął uśmiech.- No, no! Wyglądasz gorąco, siostrzyczko.
-Ty też niczego sobie. -wyszczerzyłam się. Moja siostra, w przeciwieństwie do mnie, spotła swoje długie blond włosy w niesamowitego, niskiego, luźnego koka. Miała na sobie czerwoną, dopasowaną sukienkę sięgającą do połowy uda, z wyciętymi plecami i z długim rękawem. Do tego założyła czarne koturny pokryte kryształkami pod kolor. Wyglądała nieziemsko. Sukienki podkreślała jej wąską talię i biust. Zawsze zazdrościłam jej wyglądu. Była idealna.
-Emily i Camila powinny niedługo po nas podjechać. Właśnie! Miałam ci mówić. Wiesz że organizatorem tej całej imprezy jest nie kto inny jak George Styles? Czujesz? Właściciel największej sieci klubów i kawiarni w całej Europie, jak nie na świecie! -cały kolor odpłynął mi z twarzy. Nie, to musi być zbieżność nazwisk. Przecież to mało prawdopodobne, by Harry Styles i George Styles byli jakoś spokrewnieni, prawda? Tak, to zapewne tylko przypadek. Nie będzie go tam. Przynajmniej miałam taką nadzieję.
--------------------
Możliwe, że niektórych z Was zacznie nudzić to, ze kolejna impreza. Przepraszam! Staram się jakoś dobrze rozkręcić akcję.
Obiecuje, że kolejny będzie ciekawszy! xxx
Rozdział 2.
-Chcesz drinka? -próbowałam przekrzyczec dudniącą muzykę. Molly skinęła głową i kontynuowała rozmowę z Camillą , swoją przyjaciółką. - Mila, a ty?
-Sex on the beach, poproszę. -powiedziała z szerokim uśmiechem. Przyjaciółka mojej siostry była najzabawniejszą osobą jaką kiedykolwiek poznałam. Oddałam uśmiech i udałam się w stronę baru.
Zamówiłam drinki, odwróciłam się i zaczęłam rozglądać się po sali. W pewnym momencie moje oczy spotkały się z szmaragdowymi tęczówkami. Dosłownie przeszywał mnie wzrokiem. Odwróciłam się i odebrałam drinki, po czym ruszyłam w stronę Molly i Camilli.
-Mely, słyszałam, że totalnie rozwalilas system swoim występem. -wyszczerzyła się przyjaciółka mojej siostry.
-Żebyś wiedziała, to było niesamowite uczucie, zawsze czuję się inaczej grając, ale to... To było coś więcej, tak jakby ta muzyka przybrała postać tornada. -Potrząsnęłam głową z uśmiechem. Dziewczyny odwzajemniły gest. Wzrok Moll przeniósł się ponad moje ramię.
-Nie odwracaj się, ale taki jeden przystojniak cię obczaja.
-Jak wygląda? -zmarszczyłam brwi. Oby to nie był ten zielonooki.
-Wysoki blondyn, ciemna karnacja. Idź zagadać.- Skinęła na mnie głową z zadziornym uśmieszkiem. Przewróciłam oczami.
-Okay, raz się żyje. Idę. -poprawiłam włosy, odwróciłam się i ruszyłam w stronę chłopaka. Kiedy zobaczył, że zmierzam w jego stronę, uśmiechnął się szeroko, odepchnął się od baru i również zaczął iść w moim kierunku.
-Cześć, piękna. Jak masz na imię? -uśmiechnął się uwodzicielsko.
-Melody, a ty?
-Melody. Piękne imię, dla pięknej dziewczyny. Jestem Eliot. Zatańczymy?
-Bardzo chętnie. -obdarzyłam go jednym ze swoich najpiękniejszych uśmiechów. Chwycił moją dłoń i poprowadził na parkiet. Zaczęliśmy poruszać się w rytmie ciężkiego basu. Położył swoje dłonie na moich biodrach, przyciskając bliżej siebie. Jego usta znalazły się tuż przy moim uchu.
-Czym się ineresujesz? -zdziwiło mnie jego pytanie. Zazwyczaj inni faceci korzystaliby z okazji i macaliby mnie po tyłku, przez co dostaliby oczywiście ode mnie po twarzy. Jednak Eliota interesowałam ja, nie moje ciało.
-Kocham muzykę, gram na wielu instrumentach. Dziś skończyłam szkołę, więc przyszłam tu razem z siostrą i jej przyjaciółką, by to uczcić. A ty, jakie są twoje zainteresowania?
-Uwielbiam malować, chodzę do Akademii Sztuk Pięknych. -uśmiechnął się. -A tak poza tym, lubię czasem pogrzebac w samochodach, wprowadzić jakieś zmiany, ulepszyć je.
-Oh, to świetnie. Może kiedyś podstawię ci swoje auto, przydałoby mu się kilka poprawek. W sumie, fajnie by było, gdyby odpalał za pierwszym, a nie dziesiątym razem.- zażartowałam.
-Pokaż swój telefon, zapisze ci mój numer, w razie czego.
Już miałam podawać mu urządzenie, kiedy nagle został ode mnie odciągnięty. Przed nim stał ten sam chłopak, który wpatrywał się we mnie, gdy stałam przy barze. Teraz jego oczy były niemal czarne, przesiąknięte czystą wściekłością.
-Odpierdol się od niej, gnoju. Dobrze ci radzę. -niemal warknął.
-Co? Koleś, o co ci chodzi?-zapytał już lekko poddenerwowany Eliot.
-Wypierdalaj stąd, póki moja cierpliwość się jeszcze nie skończyła. -syknął.
-Bo co mi zrobisz? -prychnął chłopak.
-Czy ty wiesz z kim właśnie rozmawiasz? -zapytał zielonooki retorycznie. -Harry Styles. -na jego usta wpełzł pełen zadowolenia, mroczny uśmiech, kiedy zobaczył przerażenie w oczach Eliota.
Harry Styles? TEN Harry Styles, który kiedyś omal nie pobił jakiegoś chłopaka na śmierć? Ten, który znany jest z gwałtownych zachowań? I wreszcie- ten, który traktował kobiety jak przedmioty? Przesypial się z pierwszą lepszą. Pewnie nawet nie pamiętał imion połowy z nich.
Otworzyłam szeroko oczy i ostrożnie wycofałam się niezauważona. Pobieglam do loży, w której siedziały dziewczyny i powiedziałam im, że chcę już wracać.
-W sumie, masz rację. Padam z nóg.
Zaczęłyśmy iść w stronę wyjścia, cały czas pośpieszałam Moll i Milę, byśmy jak najszybciej wydostaly się z tego nieszczęsnego klubu.
-Jeezu, Mely. Co z tobą nie tak?-siostra popatrzyla na mnie jak na kosmitę.
-Nic, nic. Po prostu chcę stąd szybko wyjść. Strasznie śmierdzi tu potem, a poza tym, jestem taka śpiąca, że mogłabym zasnąć na stojąco- zażartowałam.
Kiedy już wsiadlysmy do samochodu, zauważyłam, jak Styles opiera się o ścianę klubu i pali papierosa. Mimo nikłego światła, które dawały dwie latarnie, doskonale wiedziałam, że się we mnie wpatruje. Po chwili na jego twarzy zagościł arogancki usmieszek, zgasil fajkę przygniatając ją swoim ciężkim butem, uraczył mnie ostatnim spojrzeniem, odepchnął się od ściany i ruszył w stronę wejścia do klubu.