czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 1.

-Melody! Chodź już, co ty tam jeszcze wyrabiasz? Zaraz spóźnisz się na swój własny koncert! -zawołała moja mama z dołu. Przewróciłam oczami. Traktowała mnie jak małe dziecko, którym od dawna już nie byłam. Miałam 18 lat, do cholery! Chwyciłam futerał, w którym znajdowały się moje skrzypce, ostatni raz poprawiłam swoją długą, piękną suknię. Miała grube ramiączka, odkrywała plecy. Pięknie podkreślała talię, spodnica opadała delikatnie na podłogę. Była bardzo zwiewna i sskromna. Miała głęboki odcień błękitu. Tak, bardzo mi się podobała, ale rzadko wyskakiwałam w takich kreacjach. To nie byłam ja. Nie lubiłam ubierac się aż tak wyrafinowanie. Wszystko było jakieś pokręcone. Kochałam muzykę tak jak moi rodzice i cała rodzina. Jednak... Trochę inną muzykę. Wołałam pop, rock, metal, jazz i tego typu rzeczy, za to niezbyt przepadalam za muzyką poważną. Moi rodzice wręcz przeciwnie. Nie miałam jednak nic przeciwko graniu na skrzypcach, wiolonczeli, pianinie. Kochałam te, oraz wiele innych instrumentów.
Tego dnia miałam wystąpić przed mnóstwem ludzi w szkole muzycznej, w której było również podsumowanie wszystkich lat nauki. Tamtego dnia kończyłam edukację. Wszyscy mówili, że jestem wybitną uczennicą, wzorem do naśladowania, bla, bla, bla. Gdyby tylko widzieli jak zachowuję się poza szkolą... Tak, definitywnie zmieniliby swoje zdanie i to w mgnieniu oka.
Szybko zbiegłam po schodach, co było nie lada wyzwaniem, zważywszy  na wysokość moich obcasow.
***
O.Mój.Boże. Ile tam było ludzi! Cała sala była wypełniona po brzegi. W pomieszczeniu było z pięćset osób. Jak nie więcej. A co jeśli się pomylę? Albo smyczek nagle wypadnie mi z rąk? Albo potknę się wchodząc na scenę? Albo w trakcie grania kichnę?
-Kochanie, wszystko w porządku? -moja mama położyła mi dłoń na ramieniu. Odchrząknęłam.
-Tak, oczywiście, że ani trochę się nie denerwuję. - Czytaj:
bardzo się stresuję. Nerwy zjadały mnie od środka. Jednak, na całe szczęście udało mi się to  ukryć pod pełnym 'ekscytacji' uśmiechem.
-To znakomicie.-nic nie zauważyła. -Oh, jestem z ciebie taka dumna, kochanie. -zamknęła mnie w żelaznym uścisku. Usłyszałam za sobą bardzo znajomy chichot. Molly. Moja starsza o dwa lata siotra.
-Mamo, puść biedną dziewczynę, bo jeszcze ją udusisz. A wtedy wszystkie pieniądze jakie zainwestowałaś w jej naukę pójdą się je...
-Język, Moll...-powiedziała mama z naganą. -Gdzie jest ojciec?
-Zajął już miejsca. W pierwszym rzędzie. Idź do niego, już zaczął dyskutować z panem Robinson'em o gospodarce. Jest to bardzo burzliwa dyskusja. Lepiej ich czymś zajmij, zanim przejdą do sportu i zaczną się kłócić, czyja to była wina, że Manchester United przegrał poprzedni mecz. -zachichotała, zakrywając usta dłonią. Po chwili do niej dołączyłam. Mama tylko zakryła rękoma twarz, westchnęła, ostatni raz życzyła mi powodzenia i ruszyła w kierunku widowni.
-Nie denerwuj się tak.
-Co? Ja się wcale nie denerwuję.- skrzyżowałam ramiona i przestąpiłam z nogi na nogę. Zmrużyła oczy. I skopiowala moje ruchy.
-Kłamiesz. Twoje źrenice się wtedy poszerzają. I brwi. Unosisz je wyżej. Mely, znam cię lepiej niż ktokolwiek. Mamę mogłaś wykiwac, ale mnie nie.
-Ugh, ty i to twoje sokole oko!- szturchnęłam ją lekko w ramię.
-Dobra, dobra. Słuchaj. Dasz radę. Jesteś wspaniała, masz ten utwór w małym paluszku, ćwiczyłaś go godzinami! Przygotowałaś się na tip-top. Spokojnie. -powiedziała łagodnie i uśmiechnęła się.  Odwzajemniłam gest. Molly i ja byłyśmy ze sobą bardzo blisko. Zawsze mówiłyśmy sobie wszystko, wspierałyśmy się wzajemnie. Była moją najlepszą przyjaciółką, tak jak ja jej.
-Dzięki, siostra. Kocham cię. -przytuliłam ją. W końcu usłyszałam jak mnie wywołują.
-Rozwal ich. -szepnęła mi do ucha. Uśmiechnęłam się do niej szeroko.
***
Weszłam na scenę. Serce waliło mi jak szalone, mocniej zacisnęłam dłonie na skrzypcach. W końcu uniosłam instrument, westchnęłam głęboko, zamknęłam oczy i zaczęłam grać.
Moje palce zręcznie przyciskaly struny, smyczek płynnie poruszał się wydając melodyjny dźwięk. Całkowicie zatraciłam się w melodii, zapomniałam o tych wszystkich parach oczu, które mnie obserwowały. Byłam tylko ja i moje skrzypce. Nic więcej się nie liczyło. Uwielbiałam to uczucie, gdy grałam, wszystko inne nie miało znaczenia, jakby rozpływało się w muzyce płynącej z instrumentu.  Wtedy już nie bałam się, że coś pomylę. W tamtym momencie byłam pewna tego, że wypadłam znakomicie. Muzyka była największą miłością mojego życia. To ona nadawała mu większy sens. Była lekarstwem na wszystko.
Kiedy skończyłam grać, moja mała bańka mydlana, w której byłam zamknięta na te kilka minut, pękła. Otworzyłam oczy i zostałam nagrodzona gromkimi brawami. Spojrzałam na pierwsze rzędy, gdzie siedzieli rodzice i Molly. Mama i moja siostra uśmiechały się do mnie. Obie płakały ze wzruszenia. Spojrzałam na tatę. Posłał mi szeroki uśmiech pełen dumy. Posłałam im nieme "Dziękuję, kocham was", ukłoniłam się i zeszłam ze sceny, uprzednio odbierając dyplom i ogromny bukiet kwiatów.
Dołączyłam do mojej rodziny. Wręczano nagrody reszcie absolwentów.
***
-Boże, nareszcie mogę ściągnąć te cholerne buty.-mruknęłam i rzuciłam szpilki na podłogę.-Moll, przypomnij mi, dlaczego nie zabrałam ze sobą tomsów?
-Um... Aa tak. Powiedziałaś ,cytuję: "Po co mi buty na zmianę, w tych mogłabym nawet maraton przebiec. Nie będą mnie boleć nogi."-uśmiechnęła się pod nosem.- I co, jak tam twoje stópki?
-Znakomicie. -Przewróciłam oczami.-Padam na pysk, masakra. Idę spać.
-Co?! Spać?! Jest...-spojrzała na zegarek-dopiero siódma wieczorem. Chyba jestes chora myśląc, że zostaniemy w domu. Musimy oblać twoje ukończenie szkoły. Marsz do pokoju się przebrać, po drodze kupimy Red Bull'e i po sprawie.
-Ugh, zgoda. -wyrzuciłam ręce w geście porażki.
Ruszyłam do pokoju i poszłam prosto pod prysznic. Kiedy skończyłam, udałam się do mojego pokoju, by wybrać ciuchy. W końcu zdecydowałam się na:(klik). Włosy związałam w luźnego koka. Szybko zbiegłam po schodach i wyszlam razem z Molly.
-Siostra, zalejemy się w cholerę!-krzyknęła, po czym obie wybuchnęłyśmy gromkim śmiechem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz